Filmy o zagładzie ludzkości nadal na czasie…

Zdawać by się mogło, że po 2012 temat przycichnie na pewien czas jako wyeksploatowany. W wersji 2012 – katastrof naturalnych, meteorytów, walących się miast i tsunami – faktycznie przycichł. Jednak wyobraźni reżyserów w stosunku do zagłady świata bynajmniej nie wyczerpał.

Zagłada w wersji science fiction – Daybreakers / Świt

W Świcie ludzkości zagrażają … wampiry. Ludzi zaatakował pewien wirus, który spowodował, że część populacji zamieniła się w wampiry. Część osób sama chciała być zamieniona, wszak wampiryzm to sama przyjemność, można popijać kawę z krwią i nigdy nie opuścić ziemskiego padołu. Tymczasem krew pozyskiwana z ludzi na ludzkich farmach zaczyna powoli się kończyć, a bez niej wampiry popadają w degradację umysłową i fizyczną. Jak to w filmach tego typu bywa, ostała się jednak garstka walecznych ludzi, jest również ludzki wampir. Wspólnie będą próbować odwrócić bieg historii. Film ma bardzo konsekwentny, mroczny klimat, reżyserowi udało się również w biegu zadać kilka pytań o naturę ludzką i interesy wielkich koncernów, które mają wpływ na codzienność mieszkańców mrocznego miasta wampirów.

Zagłada w wersji niekończącej się samotności – The Road

Fantastyczny film o podróży ojca i syna w czasach końca świata.  Podróżują oni w kierunku wybrzeża przez zniszczone połacie terenu brudni, głodni i zmęczeni. Na świecie po jakimś nieokreślonym kataklizmie nie zostało wielu ludzi, zwierzęta i rośliny umarły, robi się coraz zimniej, a po drogach grasują bandy poszukujące pożywienia…którym są ocaleli ludzi. Klimat filmu jest tak konsekwentny, tak przejmująco pokazany, że widz stopniowo zaczyna cieszyć się, że to nie dzieje się naprawdę. Film powstał na podstawie książki o tym samym tytule, którą czyta się podobno z zapartym tchem.


Zagłada w wersji apokaliptycznej – Legion

Niewiele filmów mogło przed XXI wiekiem zaprezentować ciekawą wersję apokalipsy. Zapewne dlatego, że efekty specjalne nie odzwierciedlałyby kolorytu pism Jana, które są jednocześnie i symboliczne i mało zrozumiałe. Również i ten film nie rości sobie praw do sugestywnej wizji zagłady, mało jest w nim efektów, większość widz musi sam sobie dopowiedzieć. Na obraz zapierający dech w piersiach  musimy jeszcze poczekać, może po cichu licząc na Mela Gibsona, który lubi eksploatować tą tematykę.  Legion to film dość przeciętny,  pomysł jest nawet ciekawy, obecne jest również napicie i wiszące w powietrzu pytanie „dlaczego”, ale ostatecznie czegoś w nim zabrakło. Autorowi obrazu powinniśmy być natomiast wdzięczni, że oszczędził widzom padania na kolana, lamentowania i modlitw kleconych na poczekaniu. Można obejrzeć, natomiast przełomu nie ma co oczekiwać.


Do 2012 roku będziemy prawdopodobnie oglądać 15 podobnych obrazów rocznie…Daje to aż 30 różnych wersji naszego rychłego końca. Zaniepokojonych uspakajamy, że to tylko żart, końca świata nie będzie, o czym można przeczytać tutaj >>

O admin